Strona startowa
MAMY SZCZENIACZKI
DLACZEGO MY
Szczeniaczki
WYBÓR SZCZENACZKA
Nasze psy naszą dumą
O nas
AQUA
EMI
FIBI
DAISY
LENA
GOLDI
SISI
MIOT K
MIOT I
MIOT H
MIOT G
MIOT F
MIOT E
MIOT D
MIOT C
MIOT B
MIOT A
W nowych domach
BLACKY
Nasze stadko
Na zawsze w naszych sercach
=> DIANKA- w pamięci
=> AQUA- w pamięci
=> MIKUŚ- w pamięci
NIE WYRZUCAJ!!!
GALERIA
KONTAKT
 

DIANKA- w pamięci



Kiedy przyjechałaś do naszego domu pokochałam Cię od pierwszej sekundy gdy CIĘ ujrzałam- kolejne lata razem utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że jestem szczęściarą- mam u boku chodzący ideał. Podczas gdy niektórzy narzekali na różne złe nawyki swych psich przyjaciół ja z dumą wszystkim zachwalałam jaka to jesteś inteligentna, mądra, czuła, delikatna, troskliwa, ostrożna. Nawet czasem nie wierzyłam, że nie mam ani jednego powodu do narzekania- przecież każdy pies czasem coś przeskrobie, coś pogryzie, zniszczy, wykopie, czymś nas zdenerwuje, ale nie TY! Miałam wrażenie, że rozumiemy się bez słów. Czytałaś w mych myślach, odgadywałaś mój nastrój, a że jestem bardzo emocjonalną osobą nie raz wtulałaś swą główkę, patrzyłaś mi prosto w oczy tymi swoimi mądrymi oczętami, trącałaś noskiem, delikatnie kładłaś mi na kolanie łapkę aby mnie pocieszyć, poprawić nastrój, jakbyś mówiła NIE MARTW SIĘ, WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE, JESTEM Z TOBĄ.  



Nawet kiedy targały mną emocje u kolejnych weterynarzy, gdy słyszałam, to znienawidzone hasło: „rokowania złe , nie jest dobrze”.  A ja wtedy nie potrafiłam zapanować nad emocjami -choć słabiutka- podchodziłaś, jak zwykle kładłaś mi głowę na kolanach, patrzyłaś prosto w oczy, a mi serce pękało. Tak bardzo chciałam Ci pomóc. Codzienne wizyty u weterynarzy, kroplówki, zastrzyki, Kroplówki w domu, nieprzespane noce, czuwanie przy Tobie, początkowo wychodzenie co chwilę na dwór, z czasem przestałaś już mnie budzić, te Twoje oczęta, ta minka gdy pierwszy raz posikałaś posłanie -było w nich tyle bólu, bezsilności, może poczucie rozczarowania, bo przecież nigdy Ci się to nie zdarzyło- to nic powiedziałam, mocno Cię przytuliłam i znów się rozpłakałam. Przez te ostatnie 3 tyg. wylałam morze łez, z bezsilności, ze strachu przed najgorszym, Twój ból bolał też mnie- rozdzierał mi serce, wariowałam wręcz gdy zamiast poprawy pogarszało się, desperacko szukałam dla Ciebie ratunku. Mocno wierzyłam, że to pokonamy, nadzieja przecież umiera ostatnia.

25 października wstałam z wielką nadzieją i chyba nawet radością choć z wrażenia spałam może z godzinę… dr Agnieszka jest najlepszym specjalistą- kto jak nie Ona mógłby Ci pomóc. Tylko Ty coraz słabsza, nie chciałaś wstać, nie chciałaś pójść z nami, zapierałaś się jak nigdy. Jechaliśmy do Warszawy prawie 4 godziny. Choć zapowiadali piękną pogodę tego dnia- lało jak z cebra. Wtedy pierwszy raz poczułam dziwne ukłucie w sercu, taka głupia natarczywa myśl, że to niebo płacze.

Choć nie chciałaś wyjść z auta jednak w klinice się ożywiłaś, zachwyty jaka to jesteś piękna, mądra, mizianie Cię wszystkich wokoło spowodowały Twój uśmiech na buźce, merdałaś ogonkiem, a ja aż urosłam, poczułam takie szczęście, że wracasz, że odzyskujesz radość życia. W końcu doczekaliśmy się naszej wizyty. Tak bardzo na nią czekałam, liczyliśmy się i z kosztami i pewnie z częstymi wyjazdami. Ale już po drodze wszystko z mężem poplażowaliśmy, tak aby jak często tylko będzie trzeba na zmiany wyrywać się z Tobą na ten cały dzień do kliniki.

Poczułam taką ulgę gdy wchodziłam do gabinetu- dziesiątki cudownych opinii, zachwalanie p. doktor, historie jak to pomagała i wyciągała z najgorszych problemów. Serdecznie Cię przywitała, ma cudowne podejście do zwierząt, bardzo ciepła, empatyczna kobieta, do tego świetny specjalista.

Gdy usłyszałam, że obawia się, iż nie ma dobrych wieści nogi się pode mną ugięły, znowu poczułam ten paniczny lęk, kolejne badania tylko potwierdziły jej przypuszczenia, już nie pamiętam co pod koniec do mnie mówiła, zatrzymałam się na jej słowach- nowotwór nieoperacyjny, nie na chemię, leki może minimalnie złagodzą ból ale Ty strasznie cierpisz i jesteś pancerna, bo człowiek wyłby teraz z ból, a Ty nie okazujesz jak bardzo cierpisz! Że bardzo jej przykro ale nic nie da się zrobić- jedynie pozwolić Ci godnie odejść! Przerwać Twe cierpienie!

Mówiła coś jeszcze, ale w tamtej chwili nic już nie słyszałam, nic do mnie nie docierało, wyłam tak rozpaczliwie, jak chyba nigdy dotąd. Ręce mi się trzęsły, serce kołatało, a gdy jeszcze nie mogłaś wstać i wyjść, choć godzinę wcześniej pomerdałaś ogonkiem i wdzięczyłaś do pozostałych osób w koleje, z zaciekawieniem zaglądałaś do kontenera z kotkiem, do każdego z ufnością podchodziłaś, a nagle nie mogłaś się podnieść czułam jakby mi ktoś serce wyrywał!! Nie mogłaś wyjść z gabinetu, pielęgniarki chciały Ci pomóc, delikatnie podnosiły, Piotrek zakrywał twarz w dłoniach, ja nie mogłam, sparaliżowało mnie, zrobiło mi się słabo, na przemian zimno i gorąco, potwornie rozbolała mnie głowa, brzuch, mdłości, nie wiem co się ze mną działo,  nigdy czegoś podobnego nie czułam, to chyba reakcja organizmu na ogromne przeżycie, szok, stres. Nie wiem ile to trwało, ale gdy z całych sił próbowałaś się podnieść by mnie zapewne jak zwykle wspierać pękłam. Czułam się jakbym umarła.

Kocham Cię z całego serca! Myśl, że miałabym Cię już nigdy nie przytulić, nie widzieć, nie głaskać, nie gadać do Ciebie jak to zwykle bywało rozwalała mnie od środka.

Całowałam Cię, tuliłam, czule obejmowałam, chyba ze sto razy powtarzałam, że bardzo Cię kocham! Nie podnosiłaś się już, na moje „Dianusia/ Dianka” zawsze merdałaś ogonkiem, przestałaś jednak, nie reagowałaś. Umierałaś, a ja razem z Tobą! Coś we mnie pękło, wraz z Tobą umarła część mnie. Nigdy nie pogodzę się z tym, co się stało, z Twoim cierpieniem- nie zasłużyłaś na nie,  jesteś najcudowniejszym psem na świecie.



Chce mi się krzyczeć, wszystko mnie boli- serce, dusza, głowa, brzuch, wszystko, nie umiem sobie znaleźć miejsca, nie mogę spać, wszędzie mam Twoje zdjęcia, w albumach, laptopie, komórce, na ścianach, w pokojach! Wszędzie Cię widzę, czuję, słyszę, zamykam oczy i jesteś, nie umiem sobie poradzić z tym cierpieniem, z tą stratą. Pomyślałam, że może pisanie tego co czuje przyniesie jakąś ulgę, wykrzyczenie tego, ale też nie! Ja już wariuję! Pisanie tego choć krótkiego tekstu zajęło mi ponad 5 godzin, przerywane napadami płaczu, to za chwilę otępienia, za chwilę znowu krzyku. Nie potrafię sobie poradzić z tym bólem, który rozdziera mi serce! Bardzo mi Ciebie brakuje!

KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ!






Jak mam pisać i mówić o Tobie w czasie przeszłym?
Nigdy się z tym nie pogodzę!!!!!